SZEF GALERII
RZEŹBIARZ
MALARZ
ŻONA MALARZA
PRZYJACIEL
DOKTORANT
MAGISTER
DON KICHOT
PREZENTERKA TV
BARMAN
AKTOR
KOCHANKA AKTORA
DEWOTKA
PRZYBYSZ
INFORMATYK
POETA
KSIĄDZ
MINISTRANT I
MINISTRANT II
ELIASZ
BÓG OJCIEC
* * * * *
Kawiarnia w centrum miasta, przy reprezentacyjnej ulicy w piwnicy wybudowanych niedawno nowych domów mieszkalnych. Właśnie odbywa się wernisaż prac znanego w okolicy malarza. Z boku na stole przygotowane są już kieliszki do wina, wokół kręcą się odświętnie ubrani ludzie, dziennikarze i przedstawiciele mass-mediów. Przy stoliku wraz z bohaterem wieczoru siedzi kilka osób i rozmawiają.
SZEF GALERII:
Na tych kartkach wernisażowych, wyglądasz jak islamski ekstremista.
MALARZ:
Ukazał mi się Anioł z przetrąconym biodrem.
ŻONA MALARZA:
Rachela uratowała swym kobiecym, subtelnym ciałem niejednego szpiega.
DOKTORANT:
Sławni naukowcy Daniel Cohen i Craig Venter twierdzą, iż znając genom ptaka i genom człowieka, można będzie wyhodować ludzi ze skrzydłami.
MALARZ:
Na czym budować zamki, choćby z piasku?
ŻONA MALARZA:
Na Dekalogu.
MAGISTER:
Pewna Ewa nie miała powodu, aby uwieść innej męża i dała jej węża.
MALARZ:
Gdybyśmy wiedzieli jak uszczęśliwić kobiety, na zawsze już pozostalibyśmy w Raju.
DOKTORANT:
Święci pańscy zazwyczaj zaczynali od grzechu.
ŻONA MALARZA:
Liczy się nie grzech, ale trud z nim obcowania. Od czasów Izaaka i Jakuba nic się nie zmieniło.
MALARZ:
Z wszystkich warzyw najbardziej lubię curvis^ony, a ze słodyczy makrele.
Wstaje i wychodzi do toalety. Długo nie wraca, a tymczasem Szef Galerii puszcza muzykę soulową z płyty "Ipriagtime", podchodzi do stolika i zagaduje siedzących tam gości.
SZEF GALERII:
U Bałki w studni ruch odbywa się w innym kierunku niż w zwykłej studni, z której czerpie się wodę. Nie ma tam też wody, a jej lustro zamieniło się w słone jeziorko. Jest to metafora nieustannego trudu, jakim stało się życie człowieka.
Wszyscy rozglądają się wkoło i patrzą na abstrakcyjne obrazy olejne bohatera wieczoru, niczym rozmazane plamy, sugerujące przeżycia mistyczne.
Podchodzi znana prezenterka regionalnej TV i z kieliszkiem wina w ręku, komentuje nie wiadomo do kogo.
PREZENTERKA TV:
Literaci wciąż wykonują "czernienie" papieru, pisząc swoje erudycyjne eseje o sztuce.
MAGISTER:
Żydowscy krawcy z Berdyczowa wieczorami czytali dzieła Marksa jak Kabałę, które to dzieła potem stały się ich Nową Wiarą.
RZEŹBIARZ:
Domem naszego życia jest popiół i woda. A sztuka z pozoru nieużyteczna, w istocie jest niezbędna.
DOKTORANT:
Naprawiacze świata naprawiają wciąż i reformują, reperują nieustannie po to, aby trzeba było znowu czymś wypełniać pozostawione przez nich spustoszenia. Niektórzy naprawiacze twierdzą, że czas już na radykalną poprawę dzieł obecnych majstrów.
MAGISTER:
Służy to tylko dobremu samopoczuciu uczonych i niedouczonych w piśmie.
DOKTORANT:
Jest jednak coś, jakiś pierwiastek życia nie poddający się histerii wielkich i drobnych naprawiaczy, kierujący się prawdą trwania i wiernością.
ŻONA MALARZA:
Współczesne kobiety są podobno energiczne i drapieżne, liryczne i neurotyczne. Przy sąsiednim stoliku siedzi dosyć wesołe i barwne towarzystwo, które co chwilę wybucha gromkim śmiechem.
AKTOR:
Dyskusja z narodowymi mitami wciąż jest potrzebna. Szewach Weis uważa, iż Żydzi nie muszą przepraszać Boga ani Polaków za represje w komunistycznym aparacie władzy w czasie wojny i okresie powojennym.
KOCHANKA AKTORA:
Zadaje pytania i sama błyskawicznie na nie odpowiada.
- Dlaczego święty Mikołaj nosi brodę?
- Bo w 1917 roku Ruscy ukradli mu brzytwę!
- A dlaczego jest ubrany w czerwony strój?
- Bo jak się dowiedział, że Ruscy ukradli mu brzytwę, to w odwecie ukradł im 10 sztandarów z Placu Czerwonego
- A dlaczego Mikołaj nosi czerwoną czapkę?
- Bo początkowo Ruscy mylili go z Leninem.
MAGISTER:
Rabbi kocki powiedział: "Wszystko w świecie można podrobić, nie można tylko podrobić prawdy. Prawda podrobiona bowiem nie jest już prawdą".
PRZYJACIEL:
Nie kop leżącego od razu, poczekaj aż się uleży.
MALARZ:
Sabat kobiet w domu, kościele, na urzędzie i wszędzie.
ŻONA MALARZA:
Dajemy życie i je odbieramy, bo dzisiaj się liczy tylko kalendarzyk i cykle biologiczne.
INFORMATYK:
Pierwszy w kraju komercyjny internet Atman, to sieć kabli światłowodowych o przepustowości do 2 gigabajtów na sekundę. To się dopiero dusza ludzka we wszech świecie rusza.
ELIASZ:
Bóg zapładnia ludzkie serca niemożliwymi nieraz do spełnienia marzeniami. Jak strumienie i rośliny, dusze potrzebują deszczu w postaci nadziei i sensu istnienia. Gdy tego brakuje, dusza umiera, a w ciele pustym żyje jeszcze człowiek.
POETA:
Warto poznać ogród, w którym nie istnieje czas i jabłoń wyrasta w przeciągu jednej nocy. Gdzie zawsze jest poranek, zawsze jest słońce i bardzo niebieskie niebo. I każdego dnia stąpamy po przeszłości.
Za kontuarem barman miesza jakieś drinki próbując zrozumieć cokolwiek z toczących się tu i ówdzie rozmów przy stolikach. Na wysokim taborecie siedzi obok dobrze podchmielony, z rozczochraną czupryną i gęstym zarostem na twarzy mężczyzna w średnim wieku.
PRZYBYSZ:
Nad morzem jest mokro, słono i wilgotno. I jak nie pada to wieje, a jak nie wieje, to sączy się - hyb, hyb! - O! przepraszam. Piją buty i kołnierzyk ciągle za ciasny. Za to na Mazurach jest klimat litewsko-mazurski. A Wiechert na odwoły- hyb! -waniu się do Biblii, buduje świat utopijnego-hyb! życia w harmonii z naturą.
Hhm!
Hmk!
DEWOTKA:
Patrzcie, jak to w osobie upośledzonej przez życie i rodzinę, odbija moc i wielkość Boga. Niektórych próbuje on mieć w swojej opiece, ale wyraźnie oni mu w tym ciągle przeszkadzają.
Przybysz zamawia coś u barmana i prosi o rachunek czytając głośno treść wręczonego mu paragonu.
PRZYBYSZ:
Drink-tyle a tyle. Piwo - tyle a tyle, bez wiktu i opierunku. Za wypowiedziane słowa i myśli tu się chyba nie płaci. O, teraz wiem dlaczego tu trafiam od czasu do czasu, bo mam właśnie dużo czasu.
BARMAN:
Bóg nie żąda nic od człowieka, ponad jego siły.
Czyta głośno reklamę na paragonie.
"Gdybym miał 53 minuty czasu - powiedział sobie Mały Książę - poszedłbym w kierunku studni."
Przy pobliskim stoliku słychać gwar rozmowy, a nawet poszczególne słowa i całe zdania.
POETA:
W "Alchemiku" Paulo Coelho powiada, że trzeba tylko bardzo gorąco czegoś pragnąć, a wtedy cały Wszechświat działa potajemnie, aby udało ci się to osiągnąć. Wiara w takie przesłania prowadzi nas ku legendzie, która staje się wypełnieniem własnego przeznaczenia.
BARMAN:
Nie u każdego poety, powstają wielkie dzieła, niestety.
Hm!
Hm!
Nalewa równym strumieniem czystej bryndzy do literatki, która chyba zasłużenie tak się nazywa.
POETA:
Ja tworzę tylko fikcję literacką, jako tło do życiowych dramatów.
RZEŹBIARZ:
Organiczność w sztuce jest najważniejsza. Pomarszczona twarz starej kobiety podobna jest do kory drzewa. Noszę w sobie nieustanne zadziwienie wobec przyrody, która w nieprzeliczonej liczbie egzemplarzy manifestuje swoje twory - liście, konary, ludzi. Na przykład ryby noszą kolce róży, koralowce wyglądają jak struktura ludzkiego mózgu.
AKTOR:
W filmie Rosselliniego "Viaggio in Italia" w ostatniej ze scen rozgrywającego się dramatu w Pompei, dwie skamieniałe postacie - mężczyzny i kobiety sprzed prawie 2 tys. lat, obejmuje się w miłosnym uścisku. Pojawia się więc wraz z ich śmiercią myśl o nieśmiertelności związanej z miłością. Kino ukazując pewną rzeczywistość, wskazuje jednocześnie na wieczność.
PREZENTERKA TV:
Ksiądz Józef Tischner w modelu św.Tomasza z Akwinu ukazuje nam boskość, która przychodzić może poprzez swoisty rodzaj aktywnej kontemplacji.
POETA:
W postawie kartezjańskiej u Różewicza Bóg przychodzi do człowieka wprost, poprzez poznanie innej realności. Natomiast u Bubera nieustanne doświadczanie przebywania z "Ty", staje się przeżyciem metafizycznym i ma w ten sposób pomóc w zasłużeniu na zbawienie.
PREZENTERKA TV:
Nawet w analizie świętości, aspekt religijny powinien być ukryty.
Słychać gdzieś z oddali, spoza horyzontu "Studni", w której przebywają bohaterowie tego dramatu, wydobywające się różnorodne dźwięki - pędzących samochodów, bicie dzwonów kościelnych, szum wiatru, szelest liści, gwar i rozmowy ludzi przeszywające przestrzeń sceniczną studni na przestrzał. A także przelewającą się wodę z naczynia do naczynia, ze studni do stawu, z jeziora do morza, z morza do oceanu. Panta rei.
SZEF GALERII:
Z przelewów to przelew od klienta do studni jest najbezpieczniejszy, a nie do żadnego banku.
AKTOR:
Spektakl to jest rodzaj ofiary. Słowo jest tam wykrwawione, rozdzierane, zbite na miazgę, odrzucone. Z jego boku tryska strumień krwi, spermy, milczenia.
KOCHANKA AKTORA:
Jest to godzina karmienia, słychać tam westchnienia, pomruki, mlaskania, jęki ekstazy i zawodu miłosnego. Czasem śnią mi się sceny erotyczne, w których mężczyźni mnie otaczają coraz ciaśniejszym kręgiem rozpalonych do szaleństwa męskich organów. I wtedy czuję muzykę organową, jak we mnie pulsuje i prawdziwą aktorką się czuję.
Wstaje, przeciąga się i porusza z kocią zwinnością wokół stolika i po całej sali, odgrywając w sposób parodystyczny zachowanie wielkiej gwiazdy - "Błękitnego anioła" Marlyn Monrou
KOCHANKA AKTORA:
Głód i pragnienia nocy...
Syczy i parska niczym dziki ryś i naprężona puma.
Słychać wydobywające się z głośników dźwięki z płyty "Sade, lovers, roch".
AKTOR:
Dobra, resztę występu skończysz w moim mieszkanku służbowym, kiedy będziemy sam na sam. Bo do tego potrzeba choćby trochę intymności.
Kochanka aktora sprężystym i nieco udawanym, jakby wyuczonym na scenie, na której nigdy nie była krokiem, zmierza w kierunku damsko-męskiej toalety, gdzie znika na dłuższy czas.
SZEF GALERII:
Prawdziwi arystokraci ducha, to aktorzy, muzycy i malarze. Inni artyści jakoś im nie dorównują.
RZEŹBIARZ:
Droga Krzyżowa to jest dla mnie za mało, nawet gdy rzeźbiłem te wędrujące przez 12OO metrów krzyże w metalu, ciągle wydawało mi się iż bardziej godne wysiłku jest przedstawienie choćby w granicie lub brązie Chwalebnego Zmartwychwstania Pańskiego.
SZEF GALERII:
Jest to kwestia wysublimowanej artystycznej żądzy.
AKTOR:
Ja przy kominku mogę się kochać w każdej pozycji i o każdej porze.
Barman włączył płytę kompaktową z muzyką bluesową, w klimatach rodem niczym z Nowego Orleanu. Całe towarzystwo przy stolikach zaczęło się równomiernie kołysać, płynąc na fali bluesa napędzanego przez gitarę basową, jakiegoś zupełnie nie znanego zespołu polskiego. Prezenterka telewizyjna z kieliszkiem wina w ręku, podchodzi rytmicznym krokiem do jednego ze stolików.
PREZENTERKA TV:
Jak słyszę taką muzykę, to woda się kładzie na moje myślenie i przelewa w dłoniach. Ach, jakież to wszystko jest poetyckie. Hmm! Uhmm! Aaa! - wzdycha rozkosznie.
POETA:
W wirze życia odnaleźć trzeba czasem poczucie harmonii i piękna. Siłę dzieła stanowi energia w nim zawarta, poprzez promieniowanie na drugiego człowieka. A dzisiaj prawdziwymi bohaterami naszych czasów są: Adam Małysz, Wielki Brat i kobiety pracujące, które chodzą, coś mówią, krzątają się, plotkują i żyją jak kury w kurniku.
PREZENTERKA TV:
O, przepraszam! W naszej regionalnej TV ciągle pracujemy w napięciu, pośpiechu, ale i w natchnieniu nieustannym. W szamańskich, o pardon, szampańskich nastrojach, które staramy się wiernie przekazać naszym telewidzom. A także ciągle przeprowadzamy sądowanie środowiska, czy sztuka w ogóle jest możliwa.
AKTOR:
Nasz ukochany komendant Józef Piłsudski był prawdziwym patriotą. Nawet do dzisiaj korzysta z jego patriotyzmu wielu bardzo, ale to bardzo zasłużonych kombatantów.
Wstaje i głośno skanduje, przy wtórze przyjaciół i wielbicieli jego aktorskiego talentu. "Lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń!
DEWOTKA:
Miłość Twoja Panie jest wielka, jak pojmowanie tego świata i Boga nad wszystkim czuwanie.
Mówi dalej patetycznym i podniosłym głosem;
W codzienności, tak jak w betlejemskiej grocie jest żywy Bóg, który nas zaprasza do szczęścia i do twórczości. Papież Jan Paweł II jest już tylko wielką i czystą duszą, która porusza jego papieskie ciało.
POETA:
Stwórca swą łaskę rozlewa na wszystkich ludzi, także nie-chrześcijan, bez względu na ich zasługi. Wolność ducha wyzwala w człowieku boska opatrzność, która czuwa nad światem. W wieczór wigilijny pękło serce Dzwonu Zygmunta, osłabione przemianami i marnością upływającego czasu. Nowe serce odlane i wykute na początku tego roku, zastygało przez wiele dni dla metalicznego, mistycznego dźwięku - stwarzania legendy o nowych, lepszych czasach. Na wawelską wieżę wciągało go ośmiu dzwonników i równo o godzinie czternastej rozbujali dzwon, aby sprawdzić jak brzmi "na sucho".
Słychać, gdzieś w oddali cichy, monumentalny i apokaliptyczny dźwięk Dzwonu Zygmunta. Wszyscy uczestnicy spotkania zamarli w bezruchu, zastygli w pozycjach, w jakich zastał ich ten dźwięk.
Pojawia się właściwie znikąd Eliasz i prorokuje z Apokalipsy św. Jana.
ELIASZ:
"Potem przyszedł jeden z siedmiu aniołów,
mających siedem czasz
i tak odezwał się do mnie:
Chodź, ukażę ci sąd nad Wielką Nierządnicą, która siedzi nad wielu wodami, z którą nierządu się dopuścili królowie ziemi, a mieszkańcy ziemi się upili winem jej nierządu.
I cicho na stronie dodaje:
To nie dotyczy ani dzisiejszego, ani żadnego przeszłego naszego ani też innego rządu. Ale całego systemu, co panuje teraz nad tym naszym światem. Zaczyna się na D, a kończy się na A, ale ma więcej niż cztery litery.
* * * * *
Ta sama kawiarnia w centrum miasta, przy reprezentacyjnej ulicy w piwnicy budowanych już sporo czasu temu domach mieszkalnych. Jest już po wernisażu nowej wystawy malarstwa ludowego Tanzanii pt."Tinga-Tinga". Przy stolikach siedzą pojedynczo samotne i zadumane osoby, albo po kilku, rozmawiających szeptem, jakby przekazywali sobie jakieś niezwykłe i tajemnicze wieści. Słychać śpiewaną operowym głosem tenorowym z głośników pieśń, zaczynającą się od słów:
"U wrót, gdzie chłodna studnia i starej lipy cień..."
Przy kontuarze kawiarni na jednym ze składkowych stołków barowych siedzi mężczyzna w nienagannym garniturze, choć rozpiętym kołnierzyku bez krawata ani muszki u szyi.
SZEF GALERII:
Z okazji okrągłych rocznic istnienia naszych bardzo ważnych prowincjonalnych instytucji kulturalnych, przy pomocy finansowej urzędów miasta i województwa oraz sponsorów odbyła się uroczysta Gala Verdiowska. Z udziałem sopranów głosowych, tenorów i barytonów, a także fortepianu i dyrygenta. Były arie i duety - "Traviata", "Rigoletto", "Trubadur" a także najsłynniejsze chóry z verdiowskich oper.
Przy jednym ze stolików, lekko pochyleni nad filiżankami z kawą, rozmawiają półgłosem dwaj mężczyźni.
MAGISTER:
Ten samobójczy, apokaliptyczny napad muzułmańskich ortodoksyjnych zwolenników Bin Ladena, osłabił mocno pozycję "żandarma" prawa, porządku i dominacji światowej demokracji. World Trade Center została zmieciona z powierzchni New Yorku na oczach całego świata. Ludzie w pyle ekonomicznej i militarnej potęgi, modlili się na ulicach w poczuciu zagrożenia, stabilności i żywotności własnych interesów na świecie.
DOKTORANT:
Interwencja amerykańskich i natowskich komandosów w Afganistanie, odbyła się z udziałem bratnich antytalibańskich rąk mudżachedinów, pragnących już od dawna zdobyć władzę w tym przeoranym przez zbrojne interwencje i bomby kraju. Najpierw Talibowie wysadzili w powietrze monumentalne posągi buddyjskie, a teraz siebie.
MAGISTER:
Swój swego zawsze ustrzeże i obroni, a Saudyjczyka będą jeszcze długo szukać po różnych terrorystycznych jaskiniach świata. Koran nie każe zabijać, ale nietoleruje niewiernych. Przy innym ze stolików siedzi malarz z żoną, wielbicielką jego talentu, która z oddaniem i czułością wpatruje się to w jego artystyczne malarskie ręce, to znowu w artystyczne, nabrzmiałe od wyobraźni oczy.
MALARZ:
Moja twórczość skłania się ku Johanowi Wolfgangowi Goethemu, gdy mówi: że artyści są jak dzieci urodzone w niedzielę, bowiem tylko oni widzą duchy.
ŻONA MALARZA:
Dlaczego w twoich obrazach jest tyle żył, pejzaży z kalekimi drzewami i chropowatości materii, zamiast miłości do natury i świata?
MALARZ:
Obiekty żywe i nieożywione mają w sobie niespójność, zróżnicowanie i wzajemne przenikanie się światła i ciemności. Karłowatość i nieregularność, brak symetrii oraz cierpiąca niczym u Bruno Schulza materia, są nieodłącznym elementem inaczej pojmowanego piękna i harmonii.
ŻONA MALARZA:
Czy nie lepiej jest jednak widzieć jak w serialach pięknych i bogatych, dobrze ubranych i przystojnych bohaterów, niż na przykład przegranych i pijanych Orfeuszy?
MALARZ:
O tak, na pewno jest to przyjemniejsze na pozór, ale w życiu prawdziwym, realnym jest więcej elementów składowych niż w serialach. Poza tym, tasiemcowatość tych atelierowych wydań barbierowatych postaci, jest dla mnie nie przyswajalna. Wolę twoje zaciekawione i zasnute mgłą, rozmarzone zielone oczy.
ŻONA MALARZA:
W wirze życia, poczucie harmonii i piękna jest jak największa miłość wyrażona przez Krzyż za wstawiennictwem Bogurodzicy z Jasnej Góry. W przestrzeni Boga Duch Święty na pewno kiedyś opanuje ten świat. Ksiądz Jan Twardowski uważa, że miłość jest Bogiem, który kocha nas i przez nas innych ludzi. I czeka na wierzących i niewierzących, aż się zbliżą do Niego, aby obdarzyć ich swoją łaską.
MALARZ:
Ventzi w swoim śpiewie o harmonii świata przedstawia sylwetki ikonicznych postaci, proroków, motyw Chrystusa na Krzyżu i mitycznych artystów zanurzonych w życie, pełnych cielesnych uwarunkowań, powiązań i przenikania wzajemnego w świecie egzystencjalnym. Najważniejsze w twórczości tego bułgarskiego artysty są twarze, które wyłaniają się spod nawarstwień materii malarskiej, jako wszystko rozumiejące istoty, otoczone nimbem i wspierane zewsząd czuwającym Okiem Opatrzności istoty wyższej.
Słychać wydobywające się, jakby gdzieś spoza lokalu, dźwięki zmarłego niedawno beatlesowca Georga Harrisona "Hare Kriszna". Wchodzi tym czasem z telefonem komórkowym w ręku i plakatami obwieszczającymi różne imprezy kulturalne w mieście, znany artysta malarz.
SZEF GALERII:
Proszę grzane piwo z miodem. Będzie u nas teraz trochę jazzu w wykonaniu Janice Harrington wraz z zespołem Jazz Band Ball Orchestra i z włókiennictwa wystawa związana z poszukiwaniami kształtów. Pomiędzy poetycką metaforą, a malarstwem metaforycznym jest taka różnica, jak pomiędzy mszą za duszę, a ekshumacją zwłok.
Zwraca się w stronę siedzącego obok na barowym, wysokim stołku zamyślonego człowieka.
SZEF GALERII:
Co tak siedzisz chłopie, jak Kuwejt na ropie?
POETA:
Paweł Huelle w swoich samochodowych wynurzeniach Mercedesowych, wzorował się na hrablowskiej narracji "automatic" z umuzycznioną frazą. Wielopiętrowa narracja dotyka zarówno nostalgicznych wątków rodzinnych korzeni, jak i źródeł środkowoeuropejskiej historii. Autor postawił tam podobno tylko cztery kropki.
Barman przygotowując jakieś drinki, dodaje od siebie niby od niechcenia.
BARMAN:
Wyłazi mi z tej demokracji wielkie targowisko. Jan Kanty Pawluśkiewicz pojawił się u nas niedawno, teraz oprócz oratoriów i muzyki filmowej [czy choćby "Harfy Papuszy"] powstaje jego "Nowy radosny Dzień", a także planowana jest światowa prapremiera "Drogi. Życia. Miłości" oraz "Ogrodów Jozafata". Co pani tak od stolika do stolika "lata"?
Pyta nagle prezenterkę TV, która podchodząc właśnie do baru, zamienia pusty kieliszek wina na pełny.
PREZENTERKA TV:
Widziałam w telewizji naszej takie etiudy wiosenne, jakby wiosna na skrzydłach motyli przyleciała już do nas z pobliskich łąk.
Śmiesznie dygając i podskakując podchodzi do jednego ze stolików.
POETA:
Za snem jest realność moja. Normy moralne w systemie państwa demokratycznego nie istnieją. Europę trzeba obdarować duszą i duchowością. Cezura pełni już się pojawiła po narodzeniu Jezusa, człowiek nie może być ośrodkiem jakiegokolwiek celu. W Internetowym Buddyjskim Serwisie "Cyber S@ngha" Lama Ole Nydhal uważa, że religia przyszłości będzie religią kosmiczną.
Słychać coraz głośniejsze dźwięki "Hare Kriszna" w wykonaniu Georga Harrisona.
Powinna ona przekraczać koncepcję Boga osobowego oraz unikać dogmatów i teologii. Zawierać w sobie zarówno to co naturalne, jak i to co duchowe. Powinna oprzeć się na poczuciu religijności, wyrastającym z doświadczenia wszelkich rzeczy naturalnych i duchowych jako jedności. Można w ten sposób - jak powiada Czesław Miłosz - wyznawać światopogląd naukowy i jednocześnie być buddystą. Temu to dobrze.
Patrzy niewidzącym, ale wnikliwym, wewnętrznym okiem na śpiewającego na płycie kompaktowej Beatlesa.
mówi dalej
Kazał spalić swoje starzejące się i schorowane ciało, a prochy rozsypać nad Indiami.
Jakieś poruszenie zrobiło się przy stoliku za fortepianem, gdzie rozmawia kilka osób.
RZEŹBIARZ:
Rzeźbienie w śniegu to ciężka praca. Uczestniczyłem na plenerach w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych, ale festiwal koło naszej Galerii przeszedł wszelkie oczekiwania. Niestety dzieła nasze już teraz stopniały, ale kiedy było trochę mrozu, ze 2 lub 3 stopnie i ubity śnieg, to udało nam wyrzeźbić - szczekaczkę z czasów socjalizmu, łabędzie i zjeżdżalnię. Nie było co prawda obsady międzynarodowej, ale artyści, młodzież i dziennikarze byli zadowoleni.
AKTOR:
Próbują stworzyć w naszym mieście rodzaj Centrum Pompidou, ale sytuacja w Teatrze Dramatycznym staje się coraz bardziej dramatyczna.Oprócz kilku wystawionych spektakli z klasyki i bajek dla dzieci "zrobionych" na zamówienie układnych nauczycielek w naszym mieście, widz jak dotąd nie został niczym szczególnie wstrząśnięty. Szukanie kreacji aktorskich w minionym sezonie teatralnym przez jakąś tam Kapitułę, jest jak zlizywanie śladów po działalności profesjonalnej instytucji kulturalnej, w której próbuje się stworzyć teatr bez widowni.Polega to na zbieraniu od sponsorów do kapelusza, a potem to już wieczorami - hulaj dusza.
KOCHANKA AKTORA:
Można by sporządzić wykres gwałtu bolszewika na cnotliwym ciele polskiej kultury, która nie umie się już niczego wstydzić, ale też i nic nie ma do zaoferowania. Mój Boże, kiedyś to się działo w teatralnych garderobach i za kulisami. Wszyscy się kochali i niczego sobie nie żałowali, ale i repertuar był podparty mocnymi głowami i zapleczem seksownych i inteligentnych pań. Tego już dziś nie uświadczysz, same chudzinki i miernoty.
Oburzony aktor ripostuje nienaturalnie podniesionym głosem.
AKTOR:
Co ty powiadasz, co ty? Jak byłem ostatnio na tournee w Paryżu z repertuarem pieśni kolędowych, to wzruszona była cała Polonia i reszta świata. I choć moja emerycka dola nie jest łatwa i trudno mi teraz zagrać rolę idola, to jednak jeszcze umiem się gdzieś pokazać.
Zwraca się do poety, siedzącego na krzesełku barowym przy barze.
AKTOR:
Pamiętasz jak nasz guru reżyser wytoczył wszystkim (dodaje) administratorom kultury i decydentom proces. A był to przecież "Proces" Kafki, wystawiany na naszej znanej szczególnie u nas prowincjonalnej scenie.
Rozjaśnia się powoli światło nad stolikiem ustronnie stojącym daleko od baru, przy którym słychać coraz to głośniejsze rozmowy, siedzących tam trzech mężczyzn.
MAGISTER:
W Księdze Hermesa napisanej w formie dialogów, jeden z uczniów poszukujący wiedzy i inicjacji, pragnie doświadczyć boskiej tajemnicy natychmiast, bezpośrednio. Posługując się symbolami i alegoriami, nauczyciele stosowali tam terminologię alchemiczną, odkrywając tajemnicę zaślubienia tego, co na górze, z tym co na dole, w celu zdobycia wiedzy o boskim źródle.
DOKTORANT:
Z egipskiej wiedzy w tych księgach wydestylowano samą esencję, której słowa symbole i wizje mogą co najwyżej sygnalizować wiedzę właściwą, związaną z docieraniem do boskiej tajemnicy rozumu RE. W naukach tajemnych jest on bezsprzecznie mistyczny. Mówi o Stwórcy i Stworzeniu, a także o doświadczeniu ich obu, o przeżyciu przekształcenia.
DON KICHOT:
Wszędzie widać ślady boskich palców. Starożytni Egipcjanie napisali o Pierwszym Czasie, Sep Tepi. Był to złoty wiek, podczas którego ustąpiły wody otchłani, pierwotna ciemność została wyparta, zaś ludzkość poznała światło i dobrodziejstwa cywilizacji.
MAGISTER:
Franciszek Fenikowski w swojej książce "U studni czasu" szukając pierwszego z ogrodów zoologiczno botanicznych, znanego pod nazwą "Eden", dochodzi do wniosku, że Europa straciła wiarę w istnienie raju na ziemi. A właściwie jak mawiali polscy chłopi, każdy kraj ma swój raj. Ale ścieżki ducha są bardzo zawikłane i nie sposób wytyczyć ich i wymierzyć w jakikolwiek sposób.
DOKTORANT:
Każdy ssak lądowy oprócz człowieka nie ma obniżonej krtani. Ale są ssaki, które posiadają tę cechę, albowiem żyją one w morzach lub jeziorach - są to foki, wieloryby, krowy morskie i lwy morskie. Wszystkie one przez dłuższy czas nurkują w wodzie. Mnisi również opracowali swoją technikę oddychania na potrzeby śpiewów gregoriańskich.
Słychać dobiegające z oddali śpiewy mnichów z chórów gregoriańskich.
Nagle gwałtownie gaśnie wszędzie światło i zapala się jaskrawo z tylu lokalu, w miejscu przeznaczonym na gry komputerowe. Śpiewy gregoriańskie nabierają potężnej mocy, słychać dzwonki sygnaturki poruszane przez dwóch ministrantów. Wchodzi ksiądz we fioletowej wielkopostnej komży, nad ołtarzem wisi Krucyfiks, a na ołtarzu przysłoniętym białym obrusem stoją trzy zapalone świece i leży Pismo Święte, które ksiądz bierze w obie dłonie i odwraca się do wiernych. Wszyscy bohaterowie wstają i z uwagą słuchają Ewangelii czytanej przez księdza.
KSIĄDZ:
Trzeba Mu było przejść przez Samarię. Przybył więc do miasta samarytańskiego, zwanego Sychar, w pobliżu pola, które niegdyś dał Jakub synowi swemu Józefowi. Było tam źródło Jakuba. Jezus zmęczony drogą siedział sobie przy studni. Było to około godziny szóstej. Nadeszła kobieta z Samarii, aby zaczerpnąć wody. Jezus rzekł do niej: "Daj mi pić". A kiedy się wzbraniała, pytając czy jest większy od ich ojca Jakuba, który dał im tę studnię odrzekł Jezus: Każdy, kto pije tę wodę, którą ja mu dam, nie będzie pragnął na wieki, lecz woda, którą ja mu dam, stanie się w nim źródłem wody, wytryskającej ku życiu wiecznemu. Ksiądz po zakończeniu czytania całuje Pismo Święte i sięga po kielich, stojący na ołtarzu, który wypija ze szczególnym namaszczeniem. Potem wyciera go dokładnie białą szmatką i chowa do tabernakulum ustawionego na ołtarzu.
Tymczasem słychać w głośnikach nabieranie wody ze studni i wlewanie jej do jakiegoś większego naczynia. Po chwili wchodzi barman z dużą glinianą stągwią, wypełnioną jakim płynem aż po brzegi. Niesie ją na sam środek sali, uginając się przy tym mocno pod jej ciężarem i pokazuje przerażony do środka. Wszyscy patrzą we wskazywanym przez niego miejscu, a niektórzy nawet podchodzą bliżej i zaglądają z ciekawością do środka.
BARMAN:
O Boże, cud! Prawdziwy cud!
Cud! Cud! Cud! - Słychać niczym echo powtarzane nieustannie w głośnikach i na sali przez bohaterów tego widowiska.
Ministranci zdejmują swoje religijne komeżki i podchodząc do dużego, glinianego naczynia, w którym nastąpiła zamiana wody w wino, nalewają je czerpakami do kieliszków, roznosząc po widowni.
Ksiądz składa w tym momencie nabożnie ręce i modli się żarliwie. Słychać jednak tylko pojedyncze słowa i fragmenty modlitwy.
KSIĄDZ:
Ojcze Nasz... Niebie... Królestwo Twoje... Wola Twoja... W Niebie... Na Ziemi...
Gaśnie światło wokół ołtarza, a zapala się w lokalu. Wszyscy bohaterowie spektaklu siedzą przy swoich stolikach i rozmawiają dalej, jakby nic się nie stało. Tymczasem ksiądz chodzi wokół nich, ale jest niewidzialny. Zagląda wszystkim w oczy i próbuje coś dalej mówić.
KSIĄDZ:
...Ofiara czysta... Baranek Boży... Grzechy świata... Krew w wino... Zmartwychwstały... Życie Wieczne...
Ale nikt go nie widzi i nie słyszy. Pada więc na kolana i w apokaliptycznym geście wznosi ręce do nieba. W prawym górnym rogu sceny pojawia się teraz twarz dostojnego Boga Ojca, który mówi.
BÓG OJCIEC:
"Niech będą światła na rozpostarciu niebieskiem, ku rozdzieleniu dnia od nocy, a niech będą na znaki i pewne czasy, i dni, i lata...
i pewne czasy, i dni, i lata...
i pewne czasy, i dni, i lata...
Głos powoli niknie.
Nadchodzi tymczasem Szef Galerii, który zaprasza serdecznym gestem do baru na wino. Ksiądz zdejmuje komżę i wiesza ją na wieszaku. Teraz staje się rozpoznawalny i widzialny. Bierze gitarę i gra przebój Georga Harrisona "Hare Kriszna", a potem inne przeboje. Pomagają mu w tym występie dwaj ministranci z gitarami, udając z zapałem zespół The Beatles z czasów swojej chwały. Spektakl zamienia się w ogólną zabawę z widownią.
Koniec